Home Duchowość Rozważania Małżeństwo...?
Małżeństwo...? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Ks. Tomasz Dobrzyński   
niedziela, 22 kwietnia 2007 12:17
    Chodząc z wizytą duszpasterską, któryś raz z rzędu, a obecnie będąc myślą w wielu domach, zwłaszcza odnosząc to do ostatniej wizyty, chciałbym podzielić się refleksją dotyczącą relacji małżeńskich.

    Często, bowiem spotykam się z trudnościami małżeńskimi, które niejednokrotnie doprowadzają do rozstania. Jest to zawsze sytuacja bardzo dramatyczna, przynajmniej dla jednego z małżonków. Bowiem decyzja wspólnego życia w ramach małżeństwa jest wynikiem rodzącej się miłości w narzeczeństwie i pragnieniem rozwijania jej w małżeństwie. Jednak z biegiem lat okazuje się, że ta wcześniejsza miłość była pozorna, albo zabrakło dojrzałości u jednego, bądź dwojga małżonków. Zmiana ról życiowych w wyniku małżeństwa, wymaga wspomnianej dojrzałości pod względem nie tylko biologicznym czy fizycznym, ale też społecznym, psychicznym i duchowym. Zatem decydując się na małżeństwo, trzeba brać pod uwagę względy zewnętrzne, czy się Podola tym nowym rolom: żony i męża w aspekcie tworzenia wspólnego domu rodzinnego, ale tez względy wewnętrzne, to znaczy prawdziwe a nie pozorne odczucia serca oraz religijne, czyli odniesienie do fundamentu, jakim jest wiara.

Nie wystarczy, więc zdecydować się na małżeństwo ze względu na potocznie rozumianą miłość a więc własną potrzebę kontaktu partnearskiego związaną ze zdobyciem obiektu zainteresowania na własność i będącą na usługach współmałżonka. Dotyczy to bardzo często sfery cielesnej i zaspokajanie tych potrzeb nazywa się miłością, przy braku wewnętrznych cech miłości, której charakterystykę podaje św. Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian w rozdziale 13: "Miłość cierpliwa jest i łaskawa, miłość nie zazdrości (...), wszystko znosi, wszystko przetrzyma (...)". Jest jeszcze tu powiedziane, że teraz widzimy tę miłość jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz. To znaczy, że miłość ma swój początek w Bogu, którego tu na ziemi poznajemy nie w pełni, a celem ostatecznym człowieka jest spotkanie z Bogiem w wieczności, czyli doświadczenie pełnej Miłości. I jak w innym fragmencie Pisma św. mówi św. Jan, że Bóg jest Miłością, to znaczy, że każda prawdziwa miłość rodząca się między ludźmi ma swoje źródło w Bogu, który jest pełnią Miłości. I tę miłość pochodzącą od Boga dwoje ludzi wtedy realizuje, gdy buduje jej fundamenty w oparciu o Boże działanie, czyli Bożą laskę, a nie tylko na podstawie swoich wyobrażeń i pragnień, pomijając aspekt religijny. Zatem do realizacji takiej miłości, potrzebne jest otwarcie się na działanie laski Bożej z przekonaniem, ze przede wszystkim Bóg mnie i każdego człowieka kocha miłością bezinteresowną, bez względu na wszystko. To znaczy, że ja też powinienem pragnąć takiej miłości, opierając ją o częsty kontakt z Bogiem- Miłością w modlitwie i sakramentach św., zwłaszcza sakramencie spowiedzi i Komunii św. Wtedy to człowiek obdarzony taką miłością, sam zaczyna kochać a mówiąc ściśle, Chrystus w nim zaczyna kochać innych. A więc taka miłość nie tylko jest z wiązana z emocjami i uczuciem, ale jest to miłość związana z wolą, która chce obdarzać dobrem kochaną osobę. I wówczas stworzone przez nią więzi potrafią przetrwać nawet śmierć. Wtedy nawet nie jest ważne, jaki jest ten drugi człowiek - brzydki czy ładny, zaradny czy nie, pełen wad i grzechów czy też kryształowy pod tym względem. Ta miłość, która wzrasta w człowieku dojrzałym pod względem wiary, na skutek zstępowania do serca Chrystusa, powinna wyrażać się często w drobiazgach, w gestach, w cieplnych słowach, przebaczaniu, w tworzeniu przyjaznej i pełnej pokoju atmosfery rodzinnej, w prezentach, w cieplnym spojrzeniu, wzajemnym wsparciu i wielu innych tego typu wzajemnych działaniach. I to nie może być tylko działanie jednej strony, jednego ze współmałżonków. Bo tę miłość trzeba dawać, ale naturalne jest, że współmałżonek pragnie ją również otrzymywać. Wówczas dopiero tworzy się właściwa atmosfera wzajemnej akceptacji, potrzeby bycia razem, wspólnych planów i działań. Chodzi o to, aby starać się i wypracowywać w sobie cechę wczuwania się w sytuację drugiej osoby, jej pragnień, odczuć, i zachowań, co nazywamy ogólnie empatią, czyli bez względu na wszystko, stałym i życzliwym przyjmowaniu drugiej, kochanej osoby.
    Wszystkie działania człowieka rodzą się z potrzeby duszy, rozumu i serca. Tak więc, jeśli pominie się we wzajemnych relacjach dusze i serce, to wówczas sam rozum podpowiada, to, co miało miejsce w raju przy grzechu pierwszych rodziców. Najczęściej pod wpływem złego ducha, taka osoba skupia się na samym sobie i pozostaje w relacjach egoistycznych z innymi osobami, a nawet z Bogiem i uważa, że wszystko powinno być tak jak sama uzna, bez odniesienia do żadnych obiektywnych reguł, czy norm, i bez odniesienia do Boga. W ten sposób człowiek staje się Bogiem dla siebie i innych jako "najmądrzejszy". Nie ma wtedy możliwości dialogu, bo żadne argumenty nie są przyjmowane, bo trudno kogoś przekonać, że nie jest się wielbłądem.
    "Człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla samego siebie, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko przez bezinteresowny dar z samego siebie" ( Gaudium et spes 24). Człowiek poznając prawdę o sobie, powinien odkrywać, że oprócz cech wartościowych i zalet ma również braki, wady i słabości. Tak, więc powinien mieć świadomość, że te wszystkie cechy posiada każdy, również współmałżonek i trzeba się do nich odnosić jak do swoich. Jednak żeby to zrozumieć i z życzliwością to wszystko przyjmować, należy najpierw pamiętać, że samemu się jest obciążonym grzechem i nie można robić wyrzutów kochanej osobie z powodu jej wad i słabości, nie zwracając uwagi na swoje, albo w ten sposób, swoje grzechy usprawiedliwiać. Przede wszystkim nie mamy prawa potępiać drugiego człowieka za jego grzechy, ale należy stwarzać szansę podnoszenia się z nich, aby wspólnymi silami pomagać sobie w osiągnięciu pełni szczęścia w Królestwie Niebieskim, bo takie jest, chyba najważniejsze, zadanie małżonków. W przeciwnym razie małżeństwo nie spełnia swojego celu i jest przeszkodą w tworzeniu, po ludzku rzecz biorąc, normalnej atmosfery, potrzebnej do prawidłowego funkcjonowania a przede wszystkim jest przeszkoda w dążeniu do lepszego życia i do świętości, czyli do osiągnięcia życia wiecznego. Dlatego też w skrajnych, permanentnie powtarzających się i niszcząco oddziaływujących przypadkach zległo odnoszenia się do współmałżonka, Kościół przewiduje separację, czyli sądowe rozłączenie małżonków, bez rozwiązania małżeństwa. W takiej sytuacji, jest możliwość życia samodzielnego, bez wzajemnego niszczenia fizycznego, bądź psychicznego albo też można po jakimś czasie powrócić do siebie, po wcześniejszym gruntownym przemyśleniu swojego postępowania i postanowieniu własnej przemiany. Jednak musi tu być postawa dobrej woli obojga małżonków. W każdym przypadku jednak, czy to w małżeństwie, czy żyjąc osobno potrzebna jest, nade wszystko, łaska uświęcająca i pomoc szlachetnych ludzi, aby "przekraczać siebie" w swoich ograniczeniach, słabości i niemocy. Bóg zawsze znajduje się blisko człowieka i najłatwiej jest wzrastać temu, kto z tej bliskości Boga korzysta. Służy temu zawsze modlitwa, czytanie Pisma św., częsty udziale we Mszy św., sakramenty - zwłaszcza sakrament spowiedzi i Komunii św., oraz dobre czyny kierowane pod adresem drugiego człowieka, aby w ten sposób zachęcać ku dobremu innych i otrzymywać od Boga dar, który w języku biblijnym nazywa się laską, która z kolei zawiera w sobie m.in. też wspominany dar miłości.
    Rozważania te dotyczą w szczególności małżonków, jednak trzeba nadmienić, że wszelkie opinie osób trzecich dotyczące postaw małżonków, często będących w rozpadzie swojej rodziny, nie powinny być krótkowzroczne i oskarżające tylko jedną ze stron, a nawet zdarza się ze obciążające winą i potępiające. Taka postawa świadczy o ignorancji i niekompetencji a także o niskim poziomie wiedzy religijnej. I kto by to nie był, jeśli chce oceniać sytuację małżeństwa będącego w kryzysie czy rozpadzie, a nie sądzić, bo nie ma do tego prawa, to musi brać pod uwagę wszystkie powyższe aspekty dotyczące relacji międzyludzkich, w tym uwarunkowania osobowościowe, psychiczne, bardzo różne u kobiety i u mężczyzny, pochodzenie, wychowanie, odniesienie do życia, wyznawaną hierarchię wartości a nie tylko tworzoną słownie na pokaz i jeszcze wiele innych aspektów mających wpływ na daną sytuację oraz kwestię wiary, która zawsze powinna mieć odniesienie do życia. W przeciwnym razie, można doprowadzić do wyrządzenia krzywdy którejś z osób poprzez ogólnikową ocenę wywołującą np. poczucie winy. Oceny takie się zdarzają, ale świadczy to o braku doświadczenia w tym względzie i braku wiedzy dotyczącej życia małżeńskiego, dlatego takich ocen nie należy brać pod uwagę. Żeby cokolwiek powiedzieć na temat konkretnego przypadku małżeńskiego, trzeba wcześniej poznać w miarę rzetelnie i szczegółowo sytuację obojga małżonków i w miarę obiektywnie ocenić, nie z wyrzutem skierowanym pod adresem jednej osoby, ale raczej w formie zaradzenia sytuacji, która ma miejsce, wykazując jak najwięcej dobrej woli i życzliwości.

Ks. Tomasz Dobrzyński
Pani Kraśnicka, Kraśnik, 2/2007

 

Administracja i serwis foto serwisu: