Home Duchowość Rozważania Druga rocznica śmierci Jana Pawła II
Druga rocznica śmierci Jana Pawła II PDF Drukuj Email
Wpisany przez Elżbieta Nowak   
poniedziałek, 02 kwietnia 2007 12:06
RzymWspomnienia te dedykuję wszystkim,
Których kocham..
Elżbieta

"Spełniają się marzenia. Gdy głęboko wierzysz, to je zrealizujesz... I oto realizują się tu i teraz..."

Szybka decyzja o wyjeździe na pogrzeb największego Polaka - Człowieka Wszechczasów - Ojca Świętego Jana Pawła II. Moje pielgrzymowanie będzie trwało trochę w samotności, gdyż muszę dojechać do Porąbki Uszewskiej. (Diecezjalne Biuro Pielgrzymkowe-Diecezja Tarnowska)
Poniedziałek - załatwiam sprawy służbowe, dzwonię do biura i wiem, że są miejsca, jadę... Jeszcze zostawienie domu, obowiązków zawodowych, jestem pełna determinacji. Załatwiam wszystko szybko.
Wtorek - jeszcze sprawy zawodowe, spakować się i...Jadę!
Środa - ranek budzi się trochę zamglony, ale pełen radości. Jedziemy do Ciebie, Ojcze Święty, pokłonić się i podziękować za wszystko, ale też przeprosić za to, że nie zawsze Cię słuchaliśmy. Tyle żalu w sercu...Odszedłeś do Pana, a my tutaj, nie zawsze realizowaliśmy to, o co nas prosiłeś... Przed wielką podróżą idziemy na mszę św. Już czujemy, że jesteśmy blisko Ciebie i Pana Boga. Mając w pamięci ostatnie spotkanie z Tobą, ukochany Ojcze Św. i to krakowskie na Błoniach, i to w Rzymie z okazji 25 lecia pontyfikatu, ciągle myślę, że Jesteś, i już dzisiaj wiem na pewno, że będziesz ze mną do końca moich dni. Msza św., skupienie i smutek, a jednocześnie gdzieś w sercu radość, że jedziemy do Ciebie. Uczyłeś nas kochać, pokazywałeś "Totus Tuus"... Braliśmy z Ciebie przykład, ale czy zawsze?
Małe śniadanko i wsiadamy do autobusów. Zwyczajni pielgrzymi, ludzie się nieznający, ale już czujący, że razem przeżyją wielkie chwile. Spotkanie drugiego człowieka jest jak podróż w nieznane kraje. I oto spotykają się dwie pątniczki pełne miłości, radości i ogromnego żalu, że nie usłyszą Twoich słów, nauk, wskazywania drogi, ale mówimy: „Zrobimy wszystko, aby nieść miłość i wiarę wśród naszych najbliższych, znajomych, przyjaciół.”
Zaczyna się podróż: wspomnienia, skupienie, modlitwa... Granica Włoch: wjeżdżamy, chcemy się pokłonić jeszcze Tobie, Ukochany Ojcze Św. Niestety, nie udaje się nam.Media podają złe informacje, nasi najbliżsi dzwonią i mówią, że są korki, nie ma szans na dostanie się do Rzymu. Jedziemy do Loretto. Msza św., jestem zaskoczona, że tak mało pielgrzymów. Bardzo podziwiam loretańczyków za ich dar serca dla chorych. Msza św.... Cudownie Panie, że jesteś z nami! Prosimy o dobre przeżywanie tych wielkich chwil, które przed nami. Jedziemy dalej. Zostawiamy "Święty dom w Loretto" modląc się: "Święta Rodzino Nazaretańska, wzorze każdej rodziny chrześcijańskiej, cześć najgłębszą Ci składamy. Poświęcamy się Tobie, prosząc pokornie, by nasze rodziny stały się siedzibą Boga, by w nich rodzice i dzieci, starzy i młodzi żyli we wzajemnej miłości..." Ja ciągle myślę o chorych. Proszę o zdrowie dla tych, których kocham, są mi najbliżsi, dla przyjaciół i wszystkich, którzy potrzebują tej prośby. Myślę sobie i mówię do Marysi:” Totus Tuus”, „cały oddany Najświętszej Maryi Pannie...” Jesteśmy u Niej... I jeszcze ten piękny apel za poległych Polaków na włoskiej ziemi. Cmentarz, na którym spoczywa 1080 polskich żołnierzy poległych w walce o Ankonę w 1944 roku. Apel poległych, złożenie kwiatów, zapalenie światła życia i hołd oddany tym, którzy nie wrócili do polskich rodzin, do swoich domów. Wspomnienie matek, które czekają może jeszcze dzisiaj... Cudowne przeżycia, pięknie przygotowane przez kapłana, przewodnika ks. Piotra Karwata. Wsiadamy do autobusów, jedziemy dalej, a ja myślę o loretańczykach, o tym, jak potrafią przyjąć chorych i o Litanii Loretańskiej, która odmawiana jest tu od średniowiecza... ‘Arko Przymierza - módl się za nami, Bramo Niebieska - módl się za nami, Gwiazdo Zaranna - módl się za nami, Uzdrowienie chorych - módl się za nami, Ucieczko grzesznych - módl się za nami...”
Jedziemy dalej. Od naszych najbliższych mamy informacje z Polski, że zakorkowana jest autostrada, dojazd do Rzymu jest utrudniony. Jesteśmy pełni niepokoju. Czy nam się uda dotrzeć? Już wiemy, że nie, że się nie pokłonimy i nie oddamy w ten sposób hołdu Ukochanemu Ojcu Świętemu. Ogarniają mnie wspomnienia. Myślę o pierwszym moim spotkaniu z Ojcem Świętym w Poznaniu, o tym, jak zaczynał swój Wielki Pontyfikat. Modlimy się i rozmawiamy. Oto wśród nas są osoby, które nie były w kościele od 10 lat i dzisiaj pielgrzymują. Wspaniałe świadectwa wiary, nawrócenia się podczas rekolekcji, które są i były naszym udziałem w ostatnich dniach życia naszego Wielkiego Papieża Jana Pawła II. A ja wspominam swoje życie z Papieżem Polakiem... „Totus Tuus...” Myślę o chwilach, kiedy wszystkie sprawy, a szczególnie zdrowie, powierzyłam Matce Bożej (choroba męża, wielkie świadectwo obecności Boga i Maryi). To się nam przytrafiło... Choroba stwardnienie rozsiane i oddanie się Matce Bożej i Panu Bogu. Jesteśmy, choroba jest z nami, a jakby obok nas...
Pielgrzymujemy, poznajemy się wzajemnie, rozmawiamy. Każdy myśli o jednym:, aby być jutro blisko placu Św. Piotra. Dojeżdżamy do Fiuggi, mam pokój z Marią Ziomek. Pięknie! Cieszę się, już jest mi bliska. (Mieszkanka Bobowej w diecezji tarnowskiej) Tak łatwo pokochuję ludzi, są wspaniali. Szybko prysznic, spotkanie przy kolacji i rozmowy, co dalej. Różne wersje jak jutro będzie wyglądał nasz dzień. Obawy, zniecierpliwienie, dyskusja bez sensu. Dzwonią do mnie z Polski, pytają, gdzie jestem. Mówią, że telewizja podaje, że bardzo trudno dostać się do Rzymu! Mówię do Marysi: „Słuchaj, może naprawdę będzie trudno? I zapominam o tych słowach: „Nie lękajcie się...” Zaczynamy się bać, choć sami nie rozumiemy, dlaczego. Atmosfera podniecenia, małej złości i decyzja: „Idziemy na godz. 21 na Apel Jasnogórski do kościółka w Fuggi.” To w Fuggi odbyła się IX Międzynarodowa Konferencja Liderów Odnowy w Duchu Świętym. I był to roku Ducha Świętego. Myślę i proszę Ducha Świętego o łaski, które są nam teraz potrzebne, o wiarę w to, że jutro wyruszymy i będziemy w Rzymie. Mówię o tym w rozmowie z kapłanem, że powinniśmy prosić Ducha Świętego, aby oświetlił nas i nasze sprawy i pragnienia, które tu i teraz mamy.
Piękny kościółek... Modlimy się przed zamkniętymi drzwiami. I oto otwierają się, zostajemy zaproszeni do środka. Jest cudownie, pięknie w środku, cudowne mozaiki zrobione ręką człowieka z maleńkich kawałków kamyczków. Jak pięknie... Modlimy się, śpiewamy, ja polecam wszystko Matce Bożej Królowej Pokoju, wszystkie sprawy. Spoglądam na Włocha, który uczestniczy razem z nami w modlitwie i widzę łzy kapiące mu po policzkach. Myślę: „Kochał tak samo jak my Naszego Papieża...”. Łzy same cisną się do oczu. Proszę Ducha Świętego, aby rozświetlił nasze umysły. Patrzę na piękno wokół, zaczynam zwiedzać i dostrzegam Św. Ojca Pio. Przyklękam i proszę Go, aby dał mi tę łaskę uczestniczenia jak najbliżej w uroczystościach pogrzebowych w dniu jutrzejszym. Jednocześnie powierzam mu swoją rodzinę, mój dom, najbliższych i przyjaciół. Przywołuję pamięcią swoje spotkanie z Nim 2 lata temu, w San Giovani Rotondo. Pamiętam to uczucie przy Jego grobie, głębokiego wzruszenia łez i modlitwy oraz radości, że jestem tak blisko świętych miejsc. Proszę o wstawiennictwo u tronu Pana Boga i zwykła myśl: Ojciec Święty jest już z Nim, więc proszę, aby pomógł nam na ziemi i aby jak najszybciej został wyniesiony na ołtarze ten największy, najwspanialszy Człowiek Wszechczasów.
Wieczór... Wychodzimy z kościółka, wracamy do hotelu. Na naszej drodze mała kawiarenka. Rozmowy toczą się w języku polskim. Zatrzymujemy się, pytamy, czy byli w Rzymie i jak wyglądają drogi. Słyszymy odpowiedź, że byli, pokłonili się Ojcu Świętemu, oddali mu hołd. Spotykamy Polaków z całej Polski. Rozmawiamy i już wiemy, że media trochę przekłamały mówiąc o tym, co się tutaj dzieje. A więc decyzja: piękna i wspaniała: raniutko jedziemy do Rzymu! Marysia jest podniecona, ja też. Rozmawiamy i mówię: „Wiesz, chyba tak musiało być. Zapamiętamy naszego Papieża, jako uśmiechniętego, radosnego, cudownego człowieka. Będziemy pamiętały o Niedzieli Wielkanocnej, jak nam błogosławił w ogromnym cierpieniu.” Wracamy do hotelu, Marysia się denerwuje, mówi, że mogłaby już jechać. Ja też, ale mamy parę godzin na odpoczynek. Jesteśmy podniecone, radosne, rozmawiamy, nie możemy zasnąć. Marysia się denerwuje, czy rano się obudzimy. Mówię: „Spokojnie, nastawiłam budzik.” Opowiadamy o swoich domach, przyjaciołach, znajomych, o swoich spotkaniach z Wielkim, Świętym Polakiem Janem Pawłem II. Jesteśmy szczęśliwe. Zasypiamy i oto dzwoni budzik. Już czas! Prysznic, budzę Marysię, która jest trochę zdziwiona, że to już. Mówimy pacierz, prosimy o dobry dzień i jesteśmy już gotowe do wyjazdu. Wsiadamy do autobusu, ruszamy. Dziękujemy Panu Bogu za noc spokojną i prosimy o dobry, szczęśliwy dzień!! Panuje atmosfera ogromnego podniecenia. Myślę, że każdy z nas czuje to samo i chce tego samego: być jak najbliżej Ojca Świętego.
Dojeżdżamy do Rzymu... Zatrzymujemy się przy Stadionie Olimpijskim, który przygotowany jest dla pielgrzymów. My jednak chcemy jechać dalej, bliżej, jak najbliżej, jeśli się uda. Idziemy do pętli autobusowej. Musimy się przesiąść do autobusów, które są podstawiane dla pielgrzymów. Ogromne wrażenie robią tak liczne autobusy zostające na parkingu. Jest nas wielu, bardzo dużo ludzi z różnych stron świata, nie tylko z Polski. Pilnujemy się z Marysią. Ona jest ze swoim synem, Tomkiem. Cały czas pięknie troszczy się o niego. Wsiadamy do autobusów podstawionych przez rzymian i jedziemy do metra. Jest godz. 5.30 rano. Wchodzimy do metra i widzimy, jak bardzo Włosi są przygotowani na nasz przyjazd. Korytarz utworzony z ludzi, abyśmy doszli do peronu, z którego odjeżdża kolejka. Uśmiechają się, podają wodę, ciągle słyszymy: „Proszę, prego”. Dochodzimy do peronu, sprawdzamy, czy jest cała grupa, wsiadamy do kolejki. Podróżuje z nami Jan Maria Jackowski (polityk, pisarz, dziennikarz telewizyjny, ekspert z zakresu mediów i komunikacji społecznej) wraz z żoną i osobami mu towarzyszącymi. Myślę i mówię: „Popatrzcie, różne stany i różni ludzie jadą, a my razem z nimi.” W tych dniach byliśmy wszyscy równi, życzliwi, chętnie podawaliśmy sobie dłonie. Piękne chwile i przeżycia... Dziękujemy Ci Ojcze Święty... Jedziemy jak najdalej. Patrzymy na stacje, które mijamy i jedziemy do końca: plac Świętego Piotra. Wysiadamy, znowu tunel utworzony z ludzi. Wychodzimy i dochodzimy do placu Piazza Risorgimento. Jesteśmy bardzo blisko. Radość, tysiące ludzi, telebimy. Jesteśmy tu i teraz... Morze flag biało – czerwonych, Słowacy obok nas śpiewają „Barkę”. To jest niebywałe! Uczucia spontaniczności, miłości, radości mieszają się ze smutkiem, a jednocześnie gdzieś w głębi serca czuję, jakby był z nami nasz Papież Jan Paweł II. Trudno to przełożyć na papier. Łzy w oczach Włochów, my też płaczemy. Mamy 300 metrów do Watykanu. Postanawiamy z Marysią oddalić się od grupy, chcemy być jeszcze bliżej. Informujemy Ks. Piotra, że idziemy na Plac Św. Piotra. Mam uczucie, że Ktoś mówi do nas: „Idźcie, nie bójce się.” Pytam Marysię, ona też tak czuje. Oddalamy się od grupy, informujemy, że będziemy z Ks. przewodnikiem w kontakcie telefonicznym. Idziemy, patrzymy na ludzi, spoglądamy im w oczy, patrzymy na służby porządkowe, sanitarne, medyczne. Wszyscy skupieni, a jednocześnie radośni. Tak wielu nas! Czujemy miłość i radość... Idziemy, mijamy kolejne bramki, które się za nami zamykają, a my ciągle dążymy do przodu, ciągle jesteśmy bliżej Placu św. Piotra. Karabinierzy uśmiechają się do nas, robimy sobie z nimi zdjęcia i już jesteśmy prawie na Placu. Widzimy, że mamy kilka metrów do bramek strzegących bezpieczeństwa wiernych. Dochodzimy, wkładamy aparat, telefon, torebkę, fotokomórka sprawdza i wchodzimy. Nie wierzymy same sobie, że jesteśmy, ściskamy się, krzyczymy, to niemożliwe! Dziękujemy Panu Bogu, jesteśmy zszokowane. Zwyczajny pielgrzym nie ma właściwie żadnych szans na wejście na Plac, a my jesteśmy!
Wielkie chwile... Jesteśmy wśród grup z całego świata. Spotykamy Meksykanów z figurą Matki Bożej z Guadalupe i prośba, abyśmy zaśpiewali po polsku. Są Polki z Niemiec, ja bez głosu muzycznego śpiewam na Placu Św. Piotra „Czarną Madonnę”, „Barkę”, hymn Polski. To jest niebywałe, dzieją się piękne rzeczy. Dzwonię do Polski i mówię, że jestem na Placu św. Piotra. Dzielę się tą wiadomością, jak czymś drogocennym, chcę się podzielić tą radością z tymi, których kocham. Cudowne chwile! Mówię do Marysi, że mam wrażenie, jakby Największy Człowiek Wszechczasów, Najukochańszy Pasterz był przy nas i zaraz coś nam powie. Szczypiemy się i nie dowierzamy, czekamy na rozpoczęcie mszy św. To jest niebywałe, zostałyśmy zaproszone tak blisko na tę wielką chwilę.... Mamy wrażenie, jakby sam Ojciec Św. zaprosił nas do siebie. To jest nie do opisania! Są to cuda świata. My, zwyczajne pątniczki przy trumnie Wielkiego Papieża, razem z przedstawicielami Kościoła katolickiego oraz innych wyznań i religii, 200 prezydentów, premierów ministrów i koronowane głowy tego świata, delegacje im towarzyszące i ja i ty, Elżbieta i Maria, zwyczajne pątniczki... Spełnia się nasze marzenie, jesteśmy blisko. Dziękujemy Duchowi Świętemu, który nas tutaj przywiódł. Ludzie są pełni wielkiego majestatu, spokojni. Widać smutek, ale sądzę, że czują to, co my obie. Wszyscy wiemy, że uczestniczymy w cudach świata. Świat będzie długo o tym myślał, my też, to zostanie w nas do końca naszych dni.
I oto godzina 10.00. Rozpoczyna się pogrzeb, największa uroczystość w historii świata. Kiedy trumna została wniesiona, mam wrażenie, że On tutaj jest. Mówię do Marysi: „Ojciec Św. jest tutaj z nami.” Jesteśmy podniecone.
I oto wnoszona jest trumna z ciałem Ojca Świętego. Plac zamilkł na chwilkę, a następnie usłyszałyśmy gromkie oklaski. Już wiemy, że tak reagują Włosi. Mamy smutek w oczach, ale czujemy, że ON jest tutaj z nami. Świeci słońce, jest piękny dzień. Nie mam nakrycia głowy i myśl: ”Nic mi nie będzie.” Mam wrażenie, że usłyszę Ojca Św. Kardynał Joseph Ratzinger rozpoczyna mszę św. Patrzę na trumnę i czuję wiatr, który zaczyna powiewać na Placu. Myślę: „Oto Duch Święty jest z nami, Ojciec Święty jest z nami. Słyszę, jak Włosi krzyczą: „Już święty, natychmiast święty!”. Niebywałe chwile... Jesteśmy tak, blisko, że bliżej już chyba nie można. Cudowna msza św. Staram się zrobić parę zdjęć, choć nie wiem, czy to dobry moment. Robię zdjęcie i czuję obecność Ojca Świętego, Wielkiego Papieża. Dzielę się tą myślą z Marysią. Ona też tak czuje. Niebywałe chwile... Jak szybko kończy się ta msza św. Chcemy jeszcze być tutaj, chcemy, aby nabożeństwo trwało dłużej? Komunia Święta na Placu... Wspomnienia z 20 i 25 rocznicy pontyfikatu, mieszają się razem i ciągłe wrażenie: ON jest tutaj z nami!! Tak, jakby za chwilę miał coś do nas powiedzieć. Wspaniałe, dziwne, nigdy się czegoś takiego nie przeżywa, ale tak to czujemy tu i teraz. Jesteśmy ogromnie szczęśliwe i nie potrafimy same zrozumieć, dlaczego tak jest. Czujemy, że przyjedziemy tu już niedługo. Wiemy i jesteśmy pewne, że uczestniczymy w uroczystościach pogrzebowych Świętego Wielkiego Człowieka.
Wracamy do grupy. Nie czujemy zmęczenia. Chwila odpoczynku i udajemy się do metra. Wracamy. Dopiero był ranek, a tu już wczesne popołudnie. Dzielimy się wrażeniami, czujemy się cudownie, jesteśmy radosne. Już wiemy to: Ojciec Święty zaprosił nas na swój pogrzeb. Mówimy o tym i postanawiamy mówić wszystkim i wszędzie o tym, czego doznałyśmy, o uczuciach, łzach i radości. Wracamy autobusem do Fiuggi. Rozmawiamy, uczestniczymy we mszy św. Dane nam jest dzisiaj raz jeszcze przyjąć Najświętszy Sakrament. Cuda świata... To dotyczy mnie i Marysi, tu i teraz...
Kolacja. Po kolacji idziemy na spacer po Fiuggi. Wspominam 20-lecie pontyfikatu i spacer pięknym październikowym, późnym wieczorem. Jak cudnie przeżyć to jeszcze raz.Myślę o ludziach, których wtedy też pokochałam całym sercem. Wieczór jest trochę chłodny, zaczyna padać. Deszcz pada coraz mocniej, a ja i Marysia jesteśmy szczęśliwe, radosne, pełne miłości i serdeczności. Oto jak piękne są dni, dla których warto żyć! Cudowne!!!!!! Wracamy do hotelu. Jutro wyruszamy w drogę. Jedziemy jeszcze raz do Rzymu.
Raniutko, godz.6.00 msza św., śniadanie i wyjazd. Ruszamy. Jesteśmy spakowani, kierujemy się już pomaleńku do domu, choć jeszcze nie myślimy o tym. Przeżywamy wczorajszy dzień. Jedziemy na Via delle Concillazione i idziemy do Bazyliki Św. Piotra. Rzym płacze... Pada potwornie. Ustawiamy się w kolejce i czekamy na wejście. Wchodzimy do Bazyliki. Pieta, która ciągle robi na mnie ogromne wrażenie, Michał Anioł... Myślę o pięknie, które jest wokół, a jednocześnie moje myśli biegną do grot watykańskich. Myślę: ”Jesteś tam, ja tutaj. Nie możemy się pokłonić Tobie Wielki Papieżu, Święty Papieżu, ale jesteśmy myślami z Tobą.” To są cudowne chwile, nie można tego zapomnieć. Marysia mówi: „ Ela, to są cuda świata!” Tak, to są cuda świata... Z Bazyliki Św. Piotra udajemy się do Bazyliki Św. Jana na Lateranie. Obok Święte Schody, te, po których Jezus wszedł do pałacu Piłata. 28 Stopni, po których nie jest nam dzisiaj dane wejść na kolanach. Bazylika Św. Jana - kościół kościołów, pierwsza siedziba papieska.. Piękne, cudowne chwile...
Modlimy się w kaplicy polskiej. Obraz Matki Bożej, Jasnogórskiej Pani, Królowej Polski, Kardynał Wyszyński przywiózł do Rzymu po uwolnieniu z więzienia. Nowe doznania, nowe przeżycia, wspomnienia, trudno będzie o tym zapomnieć! I jeszcze dzisiaj jedna Bazylika: Matki Bożej Większej Santa Maria Maggiore. Jedna z największych bazylik paleochrześcijańskich w Rzymie! Matka Boża Śnieżna i wspomnienie mojego parafialnego kościółka. Marysia mówi znowu: „Elu! Cuda świata!” Ogromna powaga i skupienie wśród pątników. Dzięki Ci, Ojcze Święty... Tam, na Watykanie zostałeś w grotach watykańskich, a my tutaj śpiewamy przy żłóbku kolędy: „Cicha noc”, „Oj maluśki, maluśki”. Są wśród nas Niemcy. Prosimy ich o zaśpiewanie „Cichej nocy” po niemiecku. Niebywałe, za kilka dni wydarzy się nowa historia, a my tworzymy ją tutaj i teraz śpiewamy, modlimy się razem z Niemcami. Oni też żegnali Wielkiego, Świętego Papieża. I jeszcze Rzym z okien autobusu... Zamek Św. Anioła, Panteon, Koloseum, Łuk Konstantyna Forum Romanum, Tybr, mosty na Tybrze...
Opuszczamy powoli Rzym... Jeszcze jedno spojrzenie na Watykan i odjeżdżamy, jedziemy do domu... Po drodze jeszcze Asyż. Pochwalony bądź Panie z wszystkimi stworzeniami, a przede wszystkim z naszym bratem słońcem, które dzień daje, a Ty przez nie świecisz. Ono jest piękne i promieniste, a przez swój blask jest Twoim wyobrażeniem. Dzisiaj pada. Asyż w deszczu, całe Włochy w deszczu. To niebo płacze. Zwiedzamy Asyż. Myślimy o św. Franciszku i św. Klarze, o ich miłości do Boga i przypominamy sobie prawdę, że tak, jak św. Franciszek i św. Klara, można zrezygnować z materialnych rzeczy na rzecz miłości do Boga. Którą głosił nam też nasz ukochany Wielki Papież Jan Paweł II. Doświadczyliśmy tego wczoraj, patrząc na trumnę Ojca Świętego. Jak wielkie rzeczy nam pokazał, ile wielkich słów nam powiedział, nie mówiąc nic... Już dzisiaj to wiemy i rozumiemy. Kochaj Pana Boga, Pana Jezusa i Jego Matkę, ludzi, to oni też cię pokochają. Trzeba być i o tym należy myśleć, mieć na tyle, ile jest nam potrzebne. Refleksje... Spoglądamy na Asyż, idziemy pięknymi uliczkami. Zwiedzamy Bazylikę Matki Bożej Anielskiej, Bazylikę i Klasztor św. Franciszka, Bazylikę i klasztor św. Klary. Mamy mało czasu, ale jesteśmy tutaj. I słowa modlitwy franciszkańskiej: ”Spraw, abyśmy mogli nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać, nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć, nie tyle szukać miłości, co kochać. Albowiem dajemy – otrzymujemy, wybaczając - zyskujemy przebaczenie, a umierając - rodzimy się do wiecznego życia. Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego...” Młoda para, sesja zdjęciowa. Podchodzimy i prosimy o wspólne zdjęcie na tle Bazyliki. Piękni, młodzi kochający Pana Bogu w ten deszczowy dzień robią sobie tu właśnie zdjęcia, piękne!!!
Podążamy do granicy, wracamy... Uczucia drzemiące w nas są niebywałe. Nocne rozmowy z ks. Stanisławem i słowa Ojca Świętego, które w nas są, wypowiedziane przez Niego na wspólnym posiedzeniu Sejmu i Senatu: „Ale nam się przytrafiło!...”
Jesteśmy w Polsce. Zapada piękna decyzja: „Jedziemy do Niegowici, pierwszej parafii ks. Karola Wojtyły. To tu się wszystko zaczęło... Zaczynamy nasze polskie pielgrzymowanie. „Niegowić - początki wsi sięgają początków XI wieku. W XIV wieku Niegowić była siedzibą dekanatu obejmującego Wieliczkę, Bochnię i Myślenice. W 1914 toczyły się tu ciężkie walki o Łysą Górę (kwatera poległych austrowęgierskich i rosyjskich żołnierzy na cmentarzu). Kościół Najświętszej Maryi Panny wybudowano w latach 1949-1959 z inicjatywy ks. Karola Wojtyły – naszego Papieża. Był on tu wikarym w latach 1948-1949. Kościół ma cechy historyczno - modernistyczne i nawiązuje do krakowskiego kościoła jezuitów. Z dawnego kościoła znajduje się otoczony miejscowym kultem obraz Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Po dawnym kościele jest też dzwonnica z 1817r., oraz XIX - wieczna plebania, wikarówka, budynek gospodarczy i stodoła. W 1999 odsłonięto pomnik Wielkiego Polaka Papieża Jana Pawła II (dłuta włoskiego artysty R.Pelloniego) unikalnie przedstawionego, jako młodego wikarego. Przybył on tu pieszo od strony Lasowych Domów, a na granicy parafii, gdzie stoi kapliczka, ucałował ziemię dobrze nam dzisiaj znanym gestem.” I oto jesteśmy tutaj. Przeczytaliśmy już testament wydany w dniu pogrzebu w języku polskim przez Metropol (wydanie specjalne Rzym – piątek, 8 kwietnia 2005) i przeczytaliśmy tam ostatnie zapisy Ojca Świętego: „W miarę, jak zbliża się kres mojego ziemskiego życia, wracam pamięcią do jego początku, do moich Rodziców, Brata i Siostry, której nie znałem, bo zmarła przed moim narodzeniem, do wadowickiej parafii, gdzie zostałem ochrzczony, do tego miasta mojej młodości, do rówieśników, koleżanek i kolegów ze szkoły podstawowej, z gimnazjum, z uniwersytetu, do czasów okupacji, gdy pracowałem, jako robotnik, a potem do parafii w Niegowici, i krakowskiej św. Floriana, do duszpasterstwa akademickiego, do środowiska (...)do wielu środowisk (...) w Krakowie, w Rzymie (...) do osób, które Pan mi szczególnie powierzył – wszystkim pragnę powiedzieć jedno: „Bóg Wam zapłać! „IN manus Tuas Domine, commendo spiritum meum”. A.D.17.III.2000”
Tak oto zakończył swój testament Wielki Papież Jan Paweł II, a my znowu jesteśmy tu i teraz. Jesteśmy pierwszą grupą, która powraca z uroczystości pogrzebowych do miejsca jego młodości. Chcemy jeszcze raz przeżyć chwile w miejscu, gdzie On sam bywał, chodził, rozmawiał z ludźmi. Na pewno żyją jeszcze i pamiętają Go, jako wikariusza. Marysia znowu krzyczy: „Elu, cuda świata!” Tak, zgadzam się z nią. Ogromne przeżycia mieszają się z uczuciami niedowierzania, że można tak wiele w ciągu kilku dni.
Dzisiaj niedziela, msza św. zostanie odprawiona właśnie tutaj, na zakończenie naszego pielgrzymowania. Cudownie, pięknie. I wiadomość: mszę św. odprawiał będzie tutejszy wikary. Czy nie jest to wielkie szczęście, „historia kołem się toczy”. Właśnie dzisiaj spotykamy wikarego tej parafii. Przygotowujemy się do mszy św. Jesteśmy zmęczeni, wzruszeni. Czytam lekcję, Marysia bierze udział w modlitwie powszechnej. Być przy ołtarzu, przy którym bywał kapłan Karol Wojtyła - Wielki Święty Papież! Jak wielkie są łaski Pana! To się dzieje i my w tym uczestniczymy... Mamy świece przywiezione z Rzymu, zapalamy podczas mszy św. od Paschału i wszyscy postanawiamy nieść to światło, chwalić Pana Boga i prosić przez ręce Maryi, Matki Bożej Nieustającej Pomocy o jak najszybsze wyniesienie na ołtarze naszego Rodaka, Największego z Największych. To się dzieją dla naszych serc „cuda świata”, Marysia ma rację. I oto zakończenie mszy św. i niebywała historia: spotykamy przyjaciela Ojca Świętego, kapłana, który jest tu rezydentem - ks. Józefa Gąsiorowskiego. Opowiada nam o swoim Przyjacielu Papieżu. Trudno przełożyć nasze uczucia na papier. Ile myśli i szczęścia w sercu, jak opowiedzieć o tym innym – o wzruszeniach, serdeczności i miłości, która emanuje z jego słów.Mówi: „Jutro będę na Jasnej Górze u Najukochańszej naszej Matki”. Odpowiadam, że ja też tam jutro będę. Może się spotkamy? Jeszcze jedno zdjęcie z ks. Józefem i jeszcze jedno zdjęcie wnętrza kościółka. Kończy się film w aparacie i kończy się nasze Wielkie pielgrzymowanie.
Jedziemy do Porąbki Uszewskiej. Tam już czekają na pątników najbliżsi ciekawi naszych doznań, odczuć, wrażeń. Ja mam przed sobą jeszcze jutrzejszy dzień, jeszcze moje małe pielgrzymowanie do Królowej Polski. Towarzyszy mi silna potrzeba szczególnego podziękowania za dar uczestnictwa w tych historycznych chwilach. Pragnę podziękować za poznanych ludzi teraz i podczas wcześniejszego pielgrzymowania, za wspaniałych kapłanów, których udało mi się poznać i zaprzyjaźnić. Za tych, z którymi przeżywałam te doniosłe chwile i za moich najbliższych: męża, dzieci, wnuki, rodziców, przyjaciół, znajomych, za wszystkich, których mogę ogarnąć swoimi myślami. A w szczególności za czas, w którym dane mi było żyć, za dar Wielkiego Świętego Papieża!!!

Trochę później...
Pawłowice.

Czas oczekiwania na konklawe. Kto to będzie, kto będzie nowym Papieżem, kto będzie przewodził Kościołowi? Czekamy, modlimy się, pracujemy, zajmujemy się codziennością. Opowiadam, ludzie pytają, są wzruszeni, a ja ciągle opowiadam, opowiadam i opowiadam o wspaniałych dniach.
Wtorek - wróciłam z pracy, przyjechała córka z dziećmi, już wracają do domu, Włączam telewizor i słyszę: „Jest biały dym!” Dzwonię do córki, która wraca z powrotem do domu. Czekamy na dzwony... Nie zostanie ze mną, musi już wracać. Jacek z Piotrusiem są zmęczeni. Mówię wzruszona: „Jedźcie, opowiem wam wszystko.” Wielkie chwile... Patrzę i czekam na dzwon... Jest ogromne wzruszenie, radość pomieszana z ciągłą tęsknotą i żalem za Ojcem Świętym Janem Pawłem II. Łzy... Dopiero tam byłam i oto historia tworzy się na naszych oczach... Dzwonią dzwony!!! Na balkonie pojawia się dywan z herbem Jana Pawła II. W oknie ukazuje się kard. Jorge Artoro Medina Estevez – zwiastun dobrej nowiny. Padają słowa, na które wszyscy czekali: „Ogłaszam Wam radość wielką: „Habemus papam!” ” I pada nazwisko kardynała Józefa Raztingera. Przybiera imię Benedykta XVI. Niebywałe, co się dzieje. Znowu przeżywamy wielkie chwile. Wraca wspomnienie z mszy św. pogrzebowej. Wtedy już wiedziałam, że było mi i wielu innym, tak wielu ludziom, dane żegnać Wielkiego Papieża Jana Pawła II. Bóg chciał, że mszę odprawiał wtedy i homilię wygłosił przyszły Papież, który oto tak mówił: „Możemy być pewni, że nasz ukochany Papież stoi teraz w oknie Ojca, patrzy na nas i nam błogosławi.Tak. Błogosław nam, Ojcze święty.”
Tak na moich oczach i w moim sercu potoczyły się te dni, za które dziękuję Tobie Święty Wielki Papieżu Janie Pawle II, Panu Bogu, Matce Najświętszej i Jej Synowi Jezusowi. Bogu I Wam wszystkim, których kocham, za to, że jesteście!!! Bogu niech będą dzięki!!
Z sercem na dłoni
Elżbieta Nowak

Pawłowice, 25 kwietnia 2005r.



Dostałam list od Marysi i piękne wiersze napisane przez Jej Mamę.


Umiłowany Ojcze Święty!
To nieprawda,
że Ciebie już nie ma.
Ale prawdą jest, że spoczniesz,
Obok Piotra w grobie.

Ojcze Święty,
za Tobą płacze cała kula ziemska,
cała kula ziemska, łączy się w żałobie.

Ojcze Święty,
to nieprawda, że nie położysz
swojej świętej dłoni,
już na żadnego dziecka skroni.

Ojcze Święty,
przyjacielu młodzieży
świata całego,
Błogosław jej tam z góry
z tronu najwyższego.

Ojcze Święty,
Ty jak nikt,
Litowałeś się nad ludźmi
chorymi, starymi,
wszakże i Ty Ojcze Święty
też cierpiałeś z nimi.

Ojcze Święty,
modlą się do Ciebie,
ludzie całej ziemi,
racz ich nie opuszczać, wstawiaj się za niemi.


Napisała Józefa Myśliwiec, Bobowa, 5.04.2005r.





Polska we łzach

Tonie we łzach Polska
wraz z nią cały świat,
bo nas osierocił nasz Ojciec Święty,
nasz Rodak, nasz brat.

Co my teraz sami,
bez Niego poczniemy,
kto nam drogowskazem będzie tu na ziemi,
tego my nie wiemy...

Bądź błogosławiona,
piękna Ziemio Włoska,
za miłość do Ojca Świętego,
dziękuje Ci Polska.

Napisała Józefa Myśliwiec, Bobowa, 5.04.2005 r.



Dziękuję Ci Marysiu, wiersze są piękne. Załączyłam je do moich wspomnień.


Dziękuję wszystkim za serce i dobro, a Bogu dziękuję, że mogłam Was spotkać na drodze mojego życia!!!!!! Kocham ludzi, ale nade wszystko kocham Boga.

Elżbieta Nowak


 

Administracja i serwis foto serwisu: