Home Misje Franciszkanie Świadectwo z Ukrainy
Świadectwo z Ukrainy PDF Drukuj Email
Wpisany przez o. Jan Vianney OFM   
środa, 24 stycznia 2007 14:52
    Kochani –
korzystając z uprzejmości i życzliwości ks. Proboszcza (któremu już teraz za to dziękuję) w parafii w Bojanowie, mogłem wygłosić kazanie niedzielne 14 stycznia, tegoż roku.
    Ewangelia, która była przewidziana na ten dzień opowiadała nam o cudzie w Kanie Galilejskiej, jakiego dokonał Jezus. Tym samym rozpoczął On swoją publiczną działalność, jednocześnie objawiając się swoim uczniom. Przemieniona woda okazała się być wyśmienitym winem.
    Region, w którym pracuję na Ukrainie (Zakarpacie) też słynie z wybornych win.
Niestety moi drodzy, trzeba powiedzieć, że alkohol, w szczególności wódka, jest trunkiem narodowym także Ukrainy. Wydaje mi się, że się nie popełnię błędu, jeśli powiem, że jakieś 90% ludności tam pije i to od najmłodszych lat.
    W obecnej chwili, mieszkamy nieopodal miasta przygranicznego Użhorod (granica słowacko-ukraińska), we wsi Storożnycia. Jednym z naszych sąsiadów jest mężczyzna mający około 30 kilku lat, a wygląda dobrze na jakieś 50. Nie idzie się z nim dogadać, bo jego mózg już nie funkcjonuje tak, jak powinien. Zaczął pić kiedy był małym chłopcem.
Za butelkę wódki można z każdym – i w zasadzie – wszystko kupić. Oczywiście obok alkoholu są też i pieniądze, które nie tylko dla mieszkańców Ukrainy są mocnym i przekonywującym argumentem.
    Jeden z naszych braci ostatnio skaleczył się dosyć poważnie w rękę, do tego stopnia, że trzeba było jechać na pogotowie. Lekarz, który akurat przyjmował, obejrzał ranę i powiedział: a co ja z tego będę miał?
    Wprawdzie nie jestem zbyt długo w tym kraju, ale jak tylko przyjechałem na Zakarpacie, to w oczy rzuciła mi się straszna bieda.
    W Polsce mamy naprawdę wielki dobrobyt, może dlatego, że nie byliśmy jedną z republik radzieckich.
W ich społeczeństwie można zauważyć dwie skrajności: wielką biedę i bogactwo, ale takie na zewnątrz.
    Osoba, która nie pracuje, np. rencista czy emeryt, osoba pozbawiona pracy, często dostaje od państwa tylko 400 hrywien. Na polskie będzie to jakieś 300zł. Jest tych pieniędzy naprawdę niewiele, trzeba wiązać koniec z końcem, aby przetrwać. Jedzenie, w szczególności mięso, jest bardzo drogie.
    Ci najbiedniejsi, aby się utrzymać zbierają nawet wzdłuż drogi owoce z rosnących tam drzew: jabłka, orzechy. Często też zbierają grzyby po lasach. To wszystko potem starają się sprzedać na miejskich bazarach. Użhorod, miasto mające około 120 tyś ludzi (jak powiadają), posiada kilka dużych bazarów, w zasadzie każda dzielnica posiada bazar. Na wsiach można się spotkać spotkać handlem wymiennym.
    No i z drugiej strony to bogactwo, takie na pokaz. Jak ktoś się dorobi, zdobędzie trochę grosza (także w Polsce, bo my dla nich jesteśmy prawdziwym zachodem), to z reguły kupuje lub też w jakiś sposób nabywa, dobry samochód – naprawdę dobry. Kiedy pierwszy raz tam przyjechałem byłem trochę w szoku, bo takich samochodów w Polsce jeszcze nie widziałem, muszą być naprawdę drogie. Biorąc pod uwagę fakt, że mogą zarejestrować samochód o starości tylko do pięciu lat, to są one całkiem nowe, niemalże „spod igły”.
    Każdy, kto posiada auto, to oblepia sobie wszystkie okna ciemną, odblaskową folią tak, że nie widać kto jedzie. Jak mafia.
     W Polsce ludzie bardziej, wydaje mi się, inwestują w mieszkania. Na Ukrainie, w naszym mieście można spotkać się z prawdziwymi wysypiskami śmieci między blokami. Pewnie nikt jeszcze nie wpadł na pomysł, że można na tym zarobić jakieś pieniądze. Ludzi sprzątających na ulicy widziałem tylko kilka razy i byli to cyganie.
    Z powodu zapachu, jaki panuje w blokach, szczególnie tych wyższych, jest bardzo ciężko wejść na klatkę schodową. Nie wiem czy windy działają. Piwnice są na ogół wypełnione wodą, ściekającą z popękanej kanalizacji, co daje też odpowiedni zapach.
    Ulice jeszcze czasami pamiętają asfalt (w centrum miasta jest lepiej), ale jest on już tak dziurawy, że trzeba uważać aby nie urwać koła. Jedyna naprawdę dobra droga biegnie od Stryja do Mukaczewa, częściowo potem i do Użhoroda. Była robiona przez Słoweńców. W zeszłym roku widziałem, jak pewne brygady ją łatają. Zastanawiam się, jak będzie wyglądać za kilka lat.
    Spora część dróg miejskich jest pozbawiona odprowadzenia deszczówki, no i na przedmieściach brakuje chodników. Tak więc, kiedy spadnie deszcz, jest dość ciężko poruszać się i samochodom i pieszym.
    Rejon, w którym jestem jest urozmaicony pod względem narodowościowym. Samo miasto – Użhorod pamięta kilku właścicieli. Nazwa jest pochodzenia węgierskiego, więc pewno to oni je założyli. Były Austro-węgry, Czechosłowacja, a od 1944r. miasto należy do Ukrainy. Wdaje się ono być niczyje, więc też o jakiś większy porządek się tutaj nie dba.
To wszystko, dla nas Franciszkanów, jest oczywiście jakimś problemem, trudnością, ponieważ pośrednio to wszystko ma wpływ na ludzi i na duszpasterstwo.
    Na płaszczyźnie religijnej wydaje się, że większość wierzących stanowią greko-katolicy. Są też prawosławni, ludzie będący w obrządku rzymsko-katolickim, protestanci. Są też i sekty, różnego rodzaju. Tam też można znaleźć młodzież.
W okresie komunizmu, przed i po wojnie, obrządek greko-katolicki był prześladowany. Obrządek łaciński także, ale może w mniejszym stopniu, przynajmniej tu, gdzie ja jestem.
    Wielu wierzących opuściło kraj, a wraz z nimi i ich duszpasterze. Wielu zostało dobrowolnie, lub nie, zmuszonych do porzucenia swojej wiary. Aby uczestniczyć w Eucharystii, spotkaniu z Jezusem, przechodzili do kościoła łacińskiego, lub na prawosławie, które cieszyło się wolnością.
    Cerkwie greko-kaolickie były zamykane, przerabiane na kina, teatry, różnego rodzaju składy /np. nawozów sztucznych/. Były też burzone lub przejmowane przez prawosławnych.
    Byli też i tacy wierni, którzy w konspiracji spotykali się ze swoimi duszpasterzami. Konsekwencje takich spotkań mogły być ogromne, np. zsyłka na Sybir.
    Po odzyskaniu niepodległości, wierni próbowali odzyskać swoje cerkwie – czy to od państwa, czy od prawosławnych. Często dochodziło do regularnych bójek na tym tle.
    Starsi wracają do swoich wspólnot, kiedyś opuszczonych, ale brakuje młodzieży. Jej nie ma w Cerkwi, ponieważ ci młodzi ludzie nie znają Boga. Wiara nie została im przekazana przez rodziców, ponieważ rodzice bardzo często byli sami daleko od Boga.
    Młodzi dzisiaj próbują w coś wierzyć.
    Bardzo wielką wartością dla wiernych jest życie sakramentalne. Kiedy zostałem sam na parafii i zostałem zmuszony przez wiernych, abym ich spowiadał. Nie znałem języka, co dla nich jednakże nie stanowiło problemu. Mówili, że mnie zrozumieją. Przychodzili i prosili o tę spowiedź, gdyż, jak twierdzili, sami są ludźmi, grzesznikami i potrzebują pomocy kapłana, by być bliżej Jezusa.
Mają wielką wiarę.
    Jest jeszcze bardzo wiele innych interesujących rzeczy. Ciekawie wygląda np. pogrzeb w obrządku wschodnim. Ale myślę, że o tym napiszę kolejnym razem, za jakiś czas.

Chcę Wam wszystkim podziękować za okazaną pomoc i życzliwość.
Będę o Was pamiętał.
Z darem modlitwy
o. Jan Vianney OFM
Zobacz strone parafii o. Jan Vianney OFM


 

Administracja i serwis foto serwisu: